Na ekranach polskiej telewizji można było niedawno zobaczyć po raz kolejny film „Wielki Szu”. Ta wspaniała kreacja Jana Nowickiego pozwala na głębsze spojrzenie w duchowe i psychiczne wnętrze człowieka, uzależnionego od hazardu. Akcja filmu dzieje się w latach osiemdziesiątych, w czasach PRL-u. Mistrz pokera po wyjściu z więzienia spotyka na swojej drodze młodego taksówkarza, który jest zafascynowanym umiejętnościami starszego kolegi. Pomimo jego przestróg i ostrzeżeń, taksówkarzowi marzy się wielkie życie i gra o wielkie stawki. Szczytem marzeń jest jedna gra, gdzie za pomocą oszustwa można być ustawionym do końca życia.


W dalszej części filmu widzimy moralny upadek młodego hazardzisty, który w końcowym ujęciu, pomimo iż zdążył utracić wszystko, za ostatnie pieniądze kupuje nową talię kart. Ten finał jest bardzo wymowną próbą przestrogi nad wszelkimi nałogami i uzależnieniami. W Polsce nadal wydaje się, że jest to problem amerykański i u nas on nie występuje. Nic bardziej mylnego. W naszym kraju szacuje się, że żyje ponad dziesięć tysięcy osób uzależnionych od hazardu. Niestety, tylko co piąty się do tego przyznaje i postanowił się leczyć. Na temat pokera, uważanego za najszlachetniejszą odmianę gry w karty, ukazało się wiele opracowań, książek i filmów. Zawsze się porusza w nich temat hazardu i ryzyka. Początek końca zazwyczaj zaczyna się podobnie. Niewinna gra o niewielką, wręcz symboliczną stawkę, powoduje iż zdążymy poczuć dreszcz emocji. Niezależnie czy wygramy czy tez nie, powinniśmy przestać dalszych rozgrywek. Niestety, rzadko kto tak postępuje. Następne w kolejności są albo próby odegrania się albo powiększenia wygranej. W końcowym efekcie wychodzimy z niczym lub z długami.

 

Jak widać schemat upadku ludzkiej godności jest zawsze taki sam, niezależnie od czynnika powodującego ten stan. Warto się zastanowić nad tym, bowiem statystyki mówią, że pomimo ciągłych prób, ze szpon nałogu udaje się wyjść najwyżej co dziesiątej osobie. Już słychać głosy, mówiące, że łatwiej radzić, niż zrobić. Ale nie ma innego sposobu na uratowanie kogoś od nałogu, niż ciągłe wskazywanie na jego zgubne skutki. Być może tym sposobem chociaż jakiś procent ludzi uniknie przykrych konsekwencji, mających wpływ na resztę życia. Wspomniany film jest bardzo dobrym obrazem, który zawiera końcowe przesłanie, że brak umiaru gubi człowieka, a do bogactwa trzeba też dorosnąć.